28 listopada 2016

48. Chudnę

Dawno mnie tutaj nie było. Przepraszam...
Nie odchudzam się już, nie ma takiej potrzeby. Chudnę sama z siebie, nie głodząc się świadomie.
Zaczęłam pracę, dość stresującą, gdzie prawie cały czas jestem w ruchu. Ze względu na problemy żołądkowe, musiałam przejść na dietę lekkostrawną. To wszystko łączy się w jedno: tracę na wadze, co mnie cieszy.
Neurolog zmieniła mi leki na padaczkę. Pomagają - ataki ustały. Skutkiem ubocznym jest między innymi gwałtowny przyrost masy, prowadzący do otyłości. Obecnie ważę 52 kg. I na razie idzie w dół, nie w górę. Zobaczymy jak będzie potem.
Jak się zmieniała moja waga przez kilka poprzednich miesięcy? Podczas wakacji, jakoś w sierpniu było 56. Przed rozpoczęciem pracy w październiku 54. W zeszłym tygodniu 53. Obecnie 52.
Jak już mówiłam, nie odchudzam się, jednak malejące cyferki i ubrania w mniejszych rozmiarach, w które wcześniej się nie mieściłam, przynoszą mi satysfakcje.

Od strony psychicznej raz lepiej, raz gorzej. Jego odejście nadal cholernie boli. Mam wyrzuty sumienia, że przeze mnie był nieszczęśliwy. Czasami chciałabym się przez to zachlastać. Nie chcę już nikogo zranić. Nie chcę z nikim być, żeby ta osoba się na mnie później zawiodła. Teraz wszystko tłumię w sobie. Lepiej, żeby nikt z bliskich nie wiedział. Płaczę w samotności, cierpię w samotności. I wiem, że zasłużyłam na to cierpienie, że zasłużyłam na wszystkie choroby, które mnie spotkały.

Co się ze mną stanie? Zwariuję od natłoku myśli? Zabiję się, nie panując nad sobą? Wyrzuty sumienia mnie wykończą? Nie wiem...