Od jakiegoś czasu piszę książkę o anoreksji. Na podstawie moich przeżyć. Kto wie, może kiedyś ją skończę, wydam... Tylko jakie będzie zakończenie? Czy w ostatniej linijce napiszę, że pokonałam chorobę, czuję się dobrze w swoim ciele... Czy może ktoś wygrzebie moje zapiski z czeluści laptopa, dokończy je za mnie, a ja będę już martwa?
Za każdym razem, kiedy dopisuję do tej historii jakieś zdanie, oznacza to, że jest u mnie źle. Że usłyszałam, zobaczyłam, dowiedziałam się czegoś, co sprawiło, że znów zanurzam się w odmętach mojej choroby.
Jestem anorektyczką. Dowiedziałam się tego od lekarzy, od rodziców, od chłopaka. Jestem anorektyczką i zamiast płakać i zamartwiać się, że cierpię na śmiertelną chorobę, odczuwam jakąś niewytłumaczalną satysfakcję, radość. Nie potrafię tego określić, jednak kiedy jadłam coraz mniej, czułam, że nareszcie robię coś dobrze, że jakaś rzecz mi w miarę wychodzi. Uczucie głodu, choć na początku uciążliwe, zmieniło się w coś nawet przyjemnego. Co więc się teraz ze mną stało? Dlaczego tyle jem? Dlaczego tak wyglądam?
Przepraszam, że nie odwiedzam Waszych blogów, że się praktycznie nie odzywam, ale nie mam czasem siły. Nie wiem, co robić. Tylu rzeczy się boję. Często mam stany lękowe, czasem ataki paniki, w nocy śnią mi się koszmary... Mam nadzieję, że jakoś się trzymacie. Ja muszę jeszcze uporządkować jakoś swoje życie.
Jestesmy z tobą Skarbie
OdpowiedzUsuń