4 grudnia 2014

22. Niepewność

Nie będzie bilansu, nie będzie wymiarów, nie będzie nic z tych rzeczy...
Co mogę napisać? Że zawaliłam? Że przez cały ten czas, kiedy się nie odzywałam, jadłam wszystko, na co mam ochotę? W tym te przeklęte słodycze?

Jak już wspomniałam w jednym z poprzednich postów, poznałam chłopaka. Jest mi z nim cudownie. Czuję, że przy nim powoli staję na nogi. Przy nim nie myślę o moich problemach. Stają się one śmiesznie małe aż w końcu znikają. Nie oznacza to jednak, że nie mam momentów zwątpienia. Mam je i to bardzo często. Jednocześnie wpadłam w jakiś wir obżarstwa i nie potrafię nad tym zapanować. Nie panuję nad ciałem, nad głodem, nad niczym nie panuję.

Nie chcę, żeby on przeze mnie cierpiał, ale nie umiem się od tego odciąć. Jem, ale mam wyrzuty sumienia. Z drugiej strony, gdybym nie jadła, czułabym, że go zawiodłam.

Nie chcę go stracić przez to, że jestem, kim jestem. Że choruję. Cholernie się tego boję. Boję się, że wszyscy mnie zostawią, ale inaczej nie potrafię. Uzależniłam się od Any. Pogubiłam się w tym wszystkim i teraz nie wiem, co robić.

Dowiedziałam się, że wyglądam zdrowo. Nie chcę wyglądać zdrowo. Chcę być chorobliwie chuda. Chcę widzieć swoje kości.

To jakiś ponury żart - chcesz, żeby ktoś pomógł, żeby był, a jednocześnie pragniesz pogrążyć się chorobie, wymagasz od innych, żeby popierali drogę, którą podążasz, decyzje, które wybrałeś.

Nie mam już łez, żeby się rozpłakać...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz