Jem tak dużo, że nawet już nie wiem, ile by tego wyszło po zliczeniu. Nie sprawdzam już kalorii, nie mam na to siły, nie mam ochoty.
Dzisiaj widziałam się z chłopakiem. Był u mnie. Kiedy się widzimy jest cudownie, jednak zawsze, ale to zawsze muszę coś zniszczyć. Dziś też zniszczyłam. I czułam się tak okropnie, że miałam ochotę zamknąć się w łazience z nożem. Ta chęć zrobienia sobie krzywdy była tak silna, że ledwo się powstrzymałam. Chyba tylko to, że on był przy mnie sprawiło, że jednak tego nie zrobiłam...
Powinnam się jakoś ukarać. Za wszystko, co robię. Nigdy się nie karałam, a jest ku temu przecież pełno powodów. Tak często piszę jaka to jestem samotna, ale przecież nie ma nic za darmo. Nie daję nic, absolutnie nic od siebie. Pewnie przez to nikt ze mną nie wytrzymuje. Na każdym kroku zauważam coraz więcej wad u siebie. Chciałabym się zmienić.
Albo zniknąć, odejść, rozkruszyć się, umrzeć...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz