Nie przypominam sobie, kiedy ostatnio tak mało jadłam. Od poprzedniego napadu nie zjadłam nic słodkiego. Na razie nie spisuję kalorii, nie mam do tego głowy. Trochę źle się czuję, najchętniej ciągle bym spała. Ale nie mogę się poddawać! Te bóle głowy i lekkie osłabienia to przecież nic takiego. Myślę, że moje bilanse nie przekraczają 200-300 kalorii. Taką mam przynajmniej nadzieję.
16 czerwca 2016
14 czerwca 2016
46. Wzloty i upadki
Wczoraj miałam napad i zjadłam trochę słodyczy. Trochę za dużo, jak dla mnie...
Dzisiaj miałam dziwne sny. Między innymi śnił mi się mój były. Cały czas jestem zmęczona, pogoda zmienia się nieustannie, a mój organizm za nią nie potrafi nadążyć.
Każdy dzień przynosi nowe możliwości. W moim przypadku jest to możliwość zjedzenia jak najmniej. Obecnie czuję tę najprzyjemniejszą pustkę w żołądku. Uwielbiam ten stan, kiedy jeszcze nic nie zjadłam.
Mam nadzieję, że dzisiaj nie zawalę, że wszystko potoczy się po mojej myśli. Chociaż tą jedną rzecz chcę wykonać dobrze.
Dzisiaj miałam dziwne sny. Między innymi śnił mi się mój były. Cały czas jestem zmęczona, pogoda zmienia się nieustannie, a mój organizm za nią nie potrafi nadążyć.
Każdy dzień przynosi nowe możliwości. W moim przypadku jest to możliwość zjedzenia jak najmniej. Obecnie czuję tę najprzyjemniejszą pustkę w żołądku. Uwielbiam ten stan, kiedy jeszcze nic nie zjadłam.
Mam nadzieję, że dzisiaj nie zawalę, że wszystko potoczy się po mojej myśli. Chociaż tą jedną rzecz chcę wykonać dobrze.
12 czerwca 2016
45. Kolejny dzień...
Zjadłam dzisiaj tyle, co nic. Ledwo jeden posiłek i jakąś marną przekąskę. Cieszę się z tego, jest mi z tym dobrze. Przyjaciele jedli dzisiaj w McDonald's, częstowali mnie colą i frytkami, a ja odmówiłam. Będąc poza domem, niczego nie tknęłam, piłam tylko wodę.
Zauważyłam dzisiaj delikatny zarys żeber. Taki lekki, ledwo widoczny, ale jest. Bardzo spodobał mi się ten widok, wyobraziłam sobie, jak będzie wyglądać, kiedy jeszcze schudnę.
Jadąc ruchomymi schodami, uświadomiłam sobie, że mam cel w życiu, do którego chcę dążyć. Wcześniej zrezygnowałam z odchudzania dla mojego chłopaka. Teraz nie mam dla kogo się starać, mogę robić co chcę. Uśmiechnęłam się, gdy tylko przyszła do mnie ta myśl, że mam, co robić, że dążę do samodoskonalenia. Mam po co żyć. Chcę być najchudsza jak tylko się da.
Zauważyłam dzisiaj delikatny zarys żeber. Taki lekki, ledwo widoczny, ale jest. Bardzo spodobał mi się ten widok, wyobraziłam sobie, jak będzie wyglądać, kiedy jeszcze schudnę.
Jadąc ruchomymi schodami, uświadomiłam sobie, że mam cel w życiu, do którego chcę dążyć. Wcześniej zrezygnowałam z odchudzania dla mojego chłopaka. Teraz nie mam dla kogo się starać, mogę robić co chcę. Uśmiechnęłam się, gdy tylko przyszła do mnie ta myśl, że mam, co robić, że dążę do samodoskonalenia. Mam po co żyć. Chcę być najchudsza jak tylko się da.
6 czerwca 2016
44. "Ai wa ima me no mae de shinda"
Miłość...
Już samo napisanie tego wyrazu jest dla mnie trudne. Jak tu pisać o czymś, co boli, rani, wysysa łzy, nie istnieje?
Moja miłość odeszła, zostawiła mnie, zraniła, przestała kochać, po prostu już mnie nie chciała... Stało się to w sobotę. W cholerną, słoneczną sobotę.
Upał jest dokuczliwy, na dodatek psychicznie czuję się okropnie, dlatego jem coraz mniej. Ale to dobrze. Wrócę do Any. Wrócę i przeproszę za tak długą nieobecność. Mam nadzieję, że po raz kolejny mi wybaczy. Ale ona chyba zawsze wybacza, pewnie sprawi, że trochę pocierpię, ale zaopiekuje się mną.
Nie chcę już nigdy więcej się zakochać. Nie chcę czuć, angażować się, cieszyć, a potem to wszystko stracić. Wracam i mam nadzieję, że zostanę do końca, aż Ana mnie zabije. Pewnie umrę w samotności, pozostali ludzie nie potrafią przebywać z Motylkami, ale chyba tak jest mi pisane. Może będę kontynuować moją książkę o anoreksji?
Postaram się znów pisać bilanse albo w ogóle nie jeść, co nie jest w sumie obecnie aż tak trudne.
Wróci dawny układ: Ana i ja. I już nikt nie będzie miał mi prawa powiedzieć, że zabijam samą siebie, że mam przestać. Nikt się nawet o tym nie dowie, zadbam o to, tym razem nikt mnie nie nakryje. Dopiero, gdy moje kości będą coraz bardziej widoczne, może ktoś zwróci na to uwagę? Ale wtedy będzie już za późno...
Już samo napisanie tego wyrazu jest dla mnie trudne. Jak tu pisać o czymś, co boli, rani, wysysa łzy, nie istnieje?
Moja miłość odeszła, zostawiła mnie, zraniła, przestała kochać, po prostu już mnie nie chciała... Stało się to w sobotę. W cholerną, słoneczną sobotę.
Upał jest dokuczliwy, na dodatek psychicznie czuję się okropnie, dlatego jem coraz mniej. Ale to dobrze. Wrócę do Any. Wrócę i przeproszę za tak długą nieobecność. Mam nadzieję, że po raz kolejny mi wybaczy. Ale ona chyba zawsze wybacza, pewnie sprawi, że trochę pocierpię, ale zaopiekuje się mną.
Nie chcę już nigdy więcej się zakochać. Nie chcę czuć, angażować się, cieszyć, a potem to wszystko stracić. Wracam i mam nadzieję, że zostanę do końca, aż Ana mnie zabije. Pewnie umrę w samotności, pozostali ludzie nie potrafią przebywać z Motylkami, ale chyba tak jest mi pisane. Może będę kontynuować moją książkę o anoreksji?
Postaram się znów pisać bilanse albo w ogóle nie jeść, co nie jest w sumie obecnie aż tak trudne.
Wróci dawny układ: Ana i ja. I już nikt nie będzie miał mi prawa powiedzieć, że zabijam samą siebie, że mam przestać. Nikt się nawet o tym nie dowie, zadbam o to, tym razem nikt mnie nie nakryje. Dopiero, gdy moje kości będą coraz bardziej widoczne, może ktoś zwróci na to uwagę? Ale wtedy będzie już za późno...
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)