Nie wytrzymałam. Już trzy osoby wiedzą, że się odchudzam... Wyczuły, że coś jest nie tak i po prostu napisały "co się dzieje?". A we mnie najzwyczajniej w świecie coś pękło i wraz z łzami wylał się ze mnie potok słów. Powiedziałam, że liczę kalorie, że ostatnio zjadłam 300 w ciągu całego dnia, że czuję się samotna, a Ana wypełnia tę pustkę.
Wysłuchałam rad i szybko się ogarnęłam. Obiecałam, że POSTARAM się nie liczyć kalorii i jeść. Znowu skłamałam, ale ja po prostu nie umiem z tego wyjść. Nie chcę. Nie widzę innej drogi poza tą, którą wskazuje mi Ana.
Dziś znów byłam w pracy. Dużo chodziłam, ponieważ wyszliśmy razem na spacer. Pchanie wózka jest naprawdę męczące. :3 A może ja po prostu tracę siły? Trochę dziś kręciło mi się w głowie, ale jakoś to zniosłam. No i dzięki dzieciom nie myślałam o jedzeniu.
Mam w domu dosyć dużo ciasta. Nie kusi mnie ani trochę, ponieważ słodycze nie mają już na mnie praktycznie żadnego wpływu, ale mama kazała mi zjeść... Zjadłam dziś kawałek. Czułam się przez to okropnie, ale nie chcę, żeby mama coś podejrzewała. Co prawda moi rodzice sami nie jedzą słodyczy, ale mama stwierdziła, że odrobina ciasta mi nie zaszkodzi.
ŚNIADANIE:
- wafel ryżowy z serkiem wiejskim - ok. 40 kcal
DRUGIE ŚNIADANIE:
- wafel ryżowy z serkiem wiejskim - ok. 40 kcal
PRZEKĄSKA:
- kawałek ciasta - ok. 130 kcal
OBIAD:
- kanapka - ok. 100 kcal
KOLACJA:
- wafel z serkiem wiejskim - ok. 40 kcal
RAZEM: 350
Gdyby tylko nie to ciasto, ale i tak jest lepiej niż wczoraj.
Jutro pierwszy dzień w nowej szkole. Mam nadzieję, że nie będę zbytnio głodna, ale może będę tak zajęta, że nawet nie pomyślę o jedzeniu.
Trzymajcie się chudziutko, Kruszynki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz