Przepraszam, że dość długo nie pisałam, ale nie ma co się chwalić bilansem, kiedy on rośnie... A to wszystko przez moją głupotę. Powiedziałam o wszystkim mamie. Coś we mnie pękło i płacząc do wszystkiego się przyznałam. Porozmawiała ze mną i zapisała mnie na wizytę do psychologa.
Jest okropnie. Mam wyrzuty sumienia po każdym kęsie. Po posiłkach zawsze jest mi niedobrze. Potrzebuję kogoś, z kim mogłabym porozmawiać, ale nie mam nikogo. Mama wraca późno do domu, zapyta się co u mnie, a potem zajmuje się swoimi sprawami. Przyjaciele nie mają dla mnie czasu. Tak naprawdę nikt nie rozumie mojego postępowania. Nikt nie rozumie tego, że ja chcę w to brnąć, a nie się z tego wyleczyć.
Żałuję, że o wszystkim powiedziałam. Za chwilę słabości zapłacę ponowną kontrolą, pilnowaniem jedzenia, chodzeniem do psychologa i - co najgorsze - jeszcze grubszą sylwetką. I po co mi to było?
Nie wiem zupełnie, co zrobić w takiej sytuacji. Czuję się jeszcze bardziej samotna niż zazwyczaj...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz